poniedziałek, 30 listopada 2009

Zaklinam zimę



photo by Wyczłop



Na innych blogach jesień, a na moim ukochana Pani Zima:-) Już jutro zacznie się grudzień, a zimy ani widu, ani słychu i to mimo tego, że teoria mówiąca o ociepleniu się klimatu jest fałszywa... Zatem zaklinam, aby zima wreszcie przyszła, przyjechała na swych lodowych saniach!

Kocham zimę. Dla mnie optymalna temperatura to -10 stopni Celsjusza, serio. Lubię zimę mroźną i śnieżną. Nie lubię tej chlapowato-błotnistej i wielkomiejskiej. Co więcej, uwielbiam i w miarę możliwości uprawiam sporty zimowe: narciarstwo zjazdowe i biegowe. Ale od biedy może być i spacer w trzaskającym mrozie.

Dziś pokazuję zdjęcia z zeszłorocznej zimy w Górach Izerskich. Moje zamiłowanie do koloru wrzosowego ujawnia się również w wyborze ubrań turystycznych.

Kurtka polskiej firmy Milo o wystarczających dla mnie parametrach wodoszczelności (20.000mm H2O) i oddychalności (20.000 g/m2/24h) dobrze sprawdza się w bardzo różnych warunkach pogodowo-przygodowych:-)

Spodnie też Milo z membraną NoWind (rodzaj Windstoppera), najpierw miały służyć mi do turystyki górskiej, ale z czasem okazały się też dobre do narciarstwa klasycznego i jeżdżenia na rowerze późną jesienią i zimą. Dziś widzę, że kupno tych spodni to była dobra inwestycja.

Wełnianą czapkę kupiłam osiem lat temu w stolicy Estonii. W komplecie mam też jednopalczaste rękawiczki. Jak zima przyjdzie w tym roku, to na pewno je pokażę. Bardzo lubię ten komplecik. Był kilka razy tańszy i ładniejszy niż podobne w Finlandii (w sumie to zrozumiałe, że chcą zarobić na turystach, ale żeby aż tyle...)

Na narty nie opatulam się zwykle chustą, ale na spacer przy -15 konieczne było zamotanie szyi i założenie najcieplejszych na świecie jednopalczastych rękawiczek. Polecam takie spacery i w ogóle sporty zimowe. Jak się człowiek rusza, nawet przy bardzo niskiej temperaturze, to nie jest wcale zimno, jest nawet trochę ciepło:-)



kurtka- Milo (przecena z 380zł na 200zł)

spodnie- Milo (300zł)

czapka- z Tallina (100% wełna, 30zł)

rękawiczki "bokserskie"- Ziener (pożyczone od mamy)

chusta- prezent, przywieziona z Izraela (wełna z jedwabiem)

niedziela, 22 listopada 2009

Na sportowo



Na zakupach i spacerze cenię sobie wygodę: żeby mnie buty nie obcierały, żeby nie było za zimno lub za ciepło i żebym nie zmokła w drodze powrotnej. Lubię "nie czuć" ubrania na sobie, lubię swobodę i nieskrępowanie podczas ruchu.

A tak poza tym, te dwie części mojej garderoby, które dziś prezentuję, są według mnie ciucholandowymi znaleziskami.

Pierwsza to kurtka firmy Timberland. Nabyłam ją miesiąc temu w sh za jedyne 10zł:-) Najpierw zupełnie nie zwróciłam na nią uwagi. Przy innych, dużych kurtkach i długich płaszczach, wyglądała na dziecięcą. Ponieważ kilka "dziecięcych" ubrań mam już w swojej szafie, więc pomyślałam: "Co mi szkodzi, przymierzę". Od tamtej pory, jest jednym z moich ukochanych ubrań. Lubię w niej to, że łączy nieprzemakalność z miejskim wyglądem. W teren lub do bardziej intensywnego wysiłku oczywiście nie nadaje się, bo brak jej istotnego parametru "oddychalności". Jednak, na rowerze jako środku transportu, kurtka sprawdziła mi się w ostatnich dniach. Znając sklepowe ceny produktów firmy Timberland, jestem tym bardziej rada z kupienia jej. Poza tym ma ładne "szczypania" na kieszonkach i przy rękawach oraz nie jest na mnie za duża, jak większość kurtek:-)



Podoba mi się logotyp tej firmy i jej wizerunek zaangażowanej społecznie. Ciekawi mnie jak ten drugi ma się do rzeczywistości.



Kolejnym skarbem jest patchworkowa koszula indyjska firmy Orvis (since 1856!). Gdy kupowałam ją za 4 zł, posiadała nawet komplet zapasowych guzików. Zawsze lubiłam koszule z kołnierzykiem, a szczególnie te mniej eleganckie, flanelowe, wełniane. Niestety, większość z nich była typowo męska, a co za tym idzie, za duża... Moja zdobycz jest idealna rozmiarowo, kolorystycznie i jakościowo. Czuję się w niej swobodnie i kobieco zarazem:-)



Chciałabym umieszczać większe zdjęcia, ale nie wiem jak. Czy to trudne?



kurtka- sh (Timberland, 10zł)

spodnie- Tommy Hilfiger (przecena 50%)

patchworkowa koszula- sh (Orvis, 4zł)

buty- Chiruca

płócienna torba- stara z Holandii


photo by Wyczłop

niedziela, 15 listopada 2009

Moja pierwsza mini



Tak, to moja pierwsza w dorosłym życiu mini. I zarazem pierwsza zmiana pod wpływem pisania bloga (to że ją kupiłam, a potem jeszcze założyłam). Nigdy nie stroniłam od spódnic, ale zazwyczaj nosiłam takie co najmniej za kolano, a najchętniej do ziemi. Nawet w opisie twierdzę, że: "Nie noszę butów na obcasie i spódnic przed kolano...przynajmniej na razie... ". Kolejna zmiana, to będzie niewątpliwie zmiana opisu...



Muszę przyznać, że polubiłam krótką spódniczkę. Mojemu mężowi też się podoba:-) Niestety czasem jest mi w niej trochę za zimno (brak halki i długość), nawet mimo założenia leginsów lub bardzo grubych rajstop. Moja spódniczka ma z przodu kieszonkę, która kojarzy mi się z kieszonką w szkolnym fartuszku. Już wiem, co będę w niej chowała. Cukierki.

Płaszczyk kupiła mi mama we wrocławskim Monnari. Podobają mi się w nim małe bufki i to, że dół ma kształt bombki. Jest niezwykle dziewczęcy.

Białe kozaczki (!), no dobrze, one są ecru:-) pokazywałam już w moim pierwszym poście (tu). Ten jesieni nie mogę się z nimi rozstać, najchętniej zakładałabym je codziennie.

Patrząc na cień rzucany na ścianę na przedostatnim zdjęciu, myślę sobie, że tytuł posta powinien być taki: "Mini a chude kolaniska"...



spódnica- sh (H&M, 100% bawełna)

płaszczyk- Monnari (przecena 50%)

marynarka- Orsay

bluzka- claire.dk

leginsy- Gatta

kozaki- Friis Company (skórzany zamsz i nibyskóra)

korale- od dziadka (granaty)

kolczyki- ręcznie robione przez koleżankę (granaty, masa perłowa, srebro)




rękawiczki- Go Sport (4,90 zł, skórzane)

torebka- polski producent (skórzana)

piątek, 30 października 2009

Zwykłe jesienne zdjęcia jakich wiele



Na większości blogów szafiarskich można znaleźć zdjęcia "w liściach". Piękne są te jesienne kolory. Przyroda doskonale umie bawić się barwami i odcieniami. Dziwne, że po tak kolorowej porze roku przychodzi ta najmniej barwna, Pani Zima. To duży przeskok...

Dziś pierwszy raz na blogu prezentuję szarą spódnicę Hexeline. Cenię ubrania tej firmy za jakość i za to, że są doskonale zaprojektowane. Niestety normalne zakupy tam kosztują makabrycznie dużo. Na szczęście czasem mają duże obniżki. Moja spódnica była obniżona o 80%. Dopiero wtedy jej cena stała się dla mnie w miarę przystępna. Muszę przyznać, że nosi się ją doskonale. Jest lekka, świetnie się układa i nie widzę w niej ani jednej wady. Oj, jestem strasznie bezkrytyczna...



Sweterek z sh prezentowałam już tu, płaszczyk tu, a niezwykle wygodne buty ecco tu. Celowo włożyłam buty bardziej sportowe, żeby przełamać trochę resztę ubrania. Ich kremowy kolor współgra ze sweterkiem i bluzką.



spódnica- Hexeline (przecena 80%)

płaszczyk- Zara (przecena 50%)

sweter- sh (4zł, 100%wełna)

bluzka- Reserved

rajstopy- Galeria Centrum

buty- ecco (skóra licowa na zewnątrz i w środku; outlet)

rękawiczki- "leżaki"(skórzane)

torebka- polski producent (skórzana)

sobota, 24 października 2009

Koty w butach


O tych jesiennych kozakach z reguły mówię w liczbie mnogiej "koty z butach". Nierzadko nadaję nazwy ubraniom. Wystarczy jakieś skojarzenie i imię dla danej części garderoby już wybrane.

A rzeczone buty są wyjątkowe, austriackie... Kupione zostały za komuny w czasach studenckich mojej mamy. Było to tak: Kierowniczka sklepu obuwniczego w ramach wdzięczności dla mojej babci zaprosiła ją i mamę po godzinach zamknięcia. Weszły do pustego sklepu i zostały poprowadzone na zaplecze. Tam regały nie świeciły pustkami. Tego dnia była dostawa (na zaplecze, nie do sklepu). Mama przymierzyła kilka par obuwia i wybrała spośród nich moje "koty z butach". Później chodziła w nich wiele lat. Prawie w ogóle się nie zniszczyły. Są solidne, austriackie...



Wełniany płaszczyk Benettona noszę po siostrze. Mimo, że krótki, jest bardzo ciepły. Nie mechaci się i nawet po kilku latach wygląda dobrze.

Rudobrązowy kapelusz Porthosa kupiłam zeszłej jesieni w normalnej cenie. Z początku pasował tylko do brązowych płaszczy, a zestawienie go z granatem zakrawało na nadużycie kolorystyczne. Na pomoc przyszedł szal, który łączy w sobie te dwa kolory. Szal kupiłam na "leżakach" (polówkach z ubraniami, chustami, czapkami, rękawiczkami i wieloma artykułami gospodarstwa domowego, gdzie stosunek jakości do ceny bardzo mi odpowiada), tak jak i skórzane rękawiczki.



Na dworze była mgła i mało ludzi, więc pozowało mi się tym razem całkiem całkiem...




płaszczyk- United Colors of Benetton (100%wełna)

spodnie- Tommy Hilfiger (przecena 50%)

buty- austriackie (skórzane)

kapelusz- Porthos (100zł, 100%wełna)

szal- "leżaki"(100% wełna)

rękawiczki- "leżaki"(skórzane)

torebka- polski producent (skórzana)

czwartek, 15 października 2009

W jedwabiach


Prawie każdego dnia bez względu na porę roku "obwiązuję" sobie czymś szyję. Dziś postanowiłam pokazać niewielką część mojej kolekcji chust, szali i apaszek. Mam osobną szufladę w komodzie przeznaczoną tylko na nie.

Szczególnie lubię apaszki wełniane i jedwabne. Z wieloma z nich wiąże się jakaś historia. Moje chusty w większości zostały przywiezione z podróży, a jak już znalazły się w moim posiadaniu, to podróżowały dalej na mojej szyi po miastach i wsiach wielu krajów.

Obie chustki kupiłam w ciucholandzie w małym miasteczku na Dolnym Śląsku. Są jedwabne i ręcznie malowane. Lubię second handy w małych miejscowościach, bo można tam znaleźć perełki. Wydaje mi się, że w Warszawie takie cudeńka zniknęłyby ze sklepu w pierwszej kolejności, a tam długo pozostały niezauważone.



Przy zdjęciach z lampą prawie zawsze zamykam oczy. Nazywam to "robieniem chińczyka"... Postanowiłam umieścić tę fotografię, aby zademonstrować tę minę :-)






obie chusty- sh (4zł każda, 100%jedwab)

poniedziałek, 5 października 2009

Calineczka



Mam problem ze sklasyfikowaniem czy moje zielone wdzianko to golf, sweterek, czy może bluzka? Ale na pewno wiem, że kojarzy mi się z Calineczką. Ta mała bajkowa dziewczynka przedstawiana jest w płatkach kwiatków, które zastępują jej ubranko.

Właśnie w moim sweterku zarówno zakończenie rękawów, jak i falbanka przy szyi wydaje się być podobna do kielicha i płatków kwiatu. Na ramionach są małe bufki, a ozdoba biegnąca przez całą długość wdzianka nasuwa mi skojarzenia o różach... Czuję się w tym sweterku bardzo dziewczęco.

Nierzadko mam problem ze znalezieniem ubrań w moim małym (prawie jak Calineczka) rozmiarze. Ale z tym uroczym sweterkiem udało się, bo był akurat na mnie. Może mi się poszczęści i znajdę jeszcze Calineczkową spódniczkę...



bluzka- sh (100% bawełna,8zł)

poniedziałek, 28 września 2009

Zawstydzona



Muszę się przyznać, że jakoś tak wstydzę się, gdy robimy zdjęcia "przy ludziach". Nie potrafię powstrzymać tego nieprzyjemnego uczucia i wszystko się we mnie kotłuje. Nie czuję się komfortowo w takiej sytuacji. Chcę coś z tym zrobić, bo to mnie zniewala i ogranicza... Może samo przejdzie z czasem?
Próbuję racjonalizować sprawę. Przecież nie robię nic złego. Przecież, gdy jestem w obcym kraju lub nawet mieście, to nie krępuje mnie "cykanie fotek". Przecież to w sumie fajne, gdy burzę zastaną rzeczywistość. Kłopot w tym, że moja racjonalizacja na razie nie przynosi oczekiwanych rezultatów...

Na szczęście "zawstydzone" zdjęcia nie wyszły najgorzej. Myślę, że to zasługa dobrego fotografa, który niczym paparazzi gnał za mną na rowerze z aparatem. A ja coraz bardziej przyspieszałam...i przyspieszałam... Ale i tak mnie ustrzelił. Na szczęście.



photo by Wyczłop




Mam na sobie bawełnianą spódnicę w kwiaty kupioną w ciucholandzie w Jeleniej Górze. Wyprodukowana w Anglii jest wytrzymała i nieśmiertelna. Mimo, że nie lubię spódnic bez podszewek, tę nosi się wyśmienicie. A na zimę założę halkę i żadne mrozy mi nie straszne...

Sweter to mój ostatni łup z recyklingowego sklepu z ubraniami (sh). W 100% z wełny jak znalazł na jesień. W sumie co to za zdobycz, jak i tak nikt go nie chciał, bo ma bardzo mały rozmiar. Rękawy były trochę za krótkie, więc je podwinęłam i teraz udają 3/4.

Natomiast buty moja mama kupiła w Holandii w czasach komunistycznych. Są skórzane i solidne. Przez ponad 30 lat niewiele noszone, są jak nowe. Lubię rzeczy mające swoją historię...







sweter- sh (4zł, 100%wełna)

spódnica- sh (3zł)

buty- po mamie (skórzane)

apaszka- Top Secret (5zł)

torba- Wittchen (nibyskóra)

kolczyki- perły (prezent od męża)

wtorek, 22 września 2009

Wrzosowo


Lubię kolor wrzosowy. Bardzo lubię. Zarówno ciemny jak i jasny. Gdy otaczam się rzeczami w tym kolorze, moje samopoczucie poprawia się.

A oto kolejne zdjęcia na rowerze. Muszę się przyznać, że po powrocie z Paryża, gdzie przez dwa tygodnie oglądałam miasto z perspektywy roweru (Veliba), chętniej niż wcześniej wsiadam na mój bicykl. Niestety, nadal boję się jeździć ulicami.

Polscy kierowcy wciąż jeszcze nie dorośli do tego, by traktować rowerzystów jak pełnoprawnych uczestników ruchu, a nie intruzów i zawalidrogi. Czasami zachowują się wręcz po chamsku trąbiąc i pokrzykując. Nie wspomnę już o tym, że nie utrzymują bezpiecznej odległości, notorycznie wymuszają pierwszeństwo i stwarzają wiele innych niebezpiecznych sytuacji na drodze. Oczywiście skusiłam się na generalizację. Pewnie ci prowadzący auta, którzy czasem wsiadają na rower, zaczynają inaczej patrzeć zmieniając punkt widzenia (siedzenia). Ale przecież wystarczy trochę rozwagi i na drodze znajdzie się miejsce dla każdego, dla silniejszych i dla słabszych. Ścieżek rowerowych jest u nas jak na lekarstwo, a jak już są, to pełne przeszkód. A to drzewo rosnące na samym środku ozdabia drogę dla rowerzystów, gdzie indziej wystająca studzienka, nagły zakręt pod kątem prostym i przed każdą z nich brak odpowiednich znaków otrzegawczych. Natomiast tam, gdzie nie ma ścieżki, miejsce rowerzystów jest na drodze publicznej, a nie na chodniku, jak może niektórzy by chcieli. Wiem, że strasznie narzekam. Ale może gdyby ludzie jeździli uważniej, to więcej osób zdecydowałoby się na rower jako codzienny środek transportu, który jest tani, ekologiczny, wygodny i ładny...
Podobno Gdańsk staje się miastem przyjaznym rowerzystom. Chciałabym to sprawdzić na własnej skórze.



Może dziwić, że mam na głowie czapkę. Dlaczego, skoro jesień jest w tym roku taka letnia? Po prostu łatwo marzną mi uszy i zaczyna boleć głowa. Tak samo jest z szyją. I wcale nie jest mi za gorąco, szczególnie, że wieczory i poranki od świętej Anki są raczej chłodne.

A teraz trochę o mojej garderobie. Jak widać w większości jest wrzosowa.
Marynarka jest świetnym przykładem angielskiej wełny, trochę gryzącej, acz ciepłej. Szalik również wełniany, zrobiony na drutach przez moją babcię. Czapka (jakże by inaczej) w 100% z wełny. Kupiona została na ulicy Marszałkowskiej w bardzo starym sklepie z kapeluszami, a wyprodukowana w Czechach przez jeszcze starszą (since 1799) firmę kapeluszniczo-czapkarską Tonak. Lubię ubrania firm z tradycjami:-) Wrzosowe nakrycie głowy otrzymałam w prezencie od mojej teściowej.



Buty są skórzane i mają w środku kuleczki, które masują stopy. Bardzo wygodne, wyprodukowane przez polską firmę Maciejka, co dla mnie jest niezwykle istotne. Ażurowe skarpetki kojarzą mi się z rajstopami z dzieciństwa, które właśnie takie były. A jeansy Tommy Hilfiger dostałam od mamy. Wydają mi się klasyczne i pasujące do "wszystkiego".




photo by Wyczłop





marynarka- sh (12zł, 100%wełna)

spodnie- Tommy Hilfiger (przecena 50%)

buty- Maciejka (miękka skórka na zewnątrz i w środku)

szalik- ręczna robota babci(100%wełna)

czapka- Tonak(100% wełna)

skarpetki- kupione w Rossmanie

czwartek, 17 września 2009

Nośmy kapelusze!



Zainspirowana ubraniem elfki, a właściwie jej kapeluszem, postanowiłam odgrzebać i pokazać jedno z moich kapeluszowych zdjęć.

Zauważyłam, że rzeczone nakrycie głowy jest trochę zapomniane. A przecież może być ono i eleganckie, i praktyczne. Kobieta zakładająca na głowę kapelusz staje się prawdziwą damą!

Zdjęcie zostało zrobione jakoś pod koniec czerwca tego roku. Sukienkę, bluzkę i kolczyki pokazywałam już w tym zestawieniu w "Paryskich wspomnieniach". Tutaj eleganckim dodatkiem stał się granatowoczarny kapelusz z uroczymi kwiatkami. Kupiłam go w Galerii Centrum na wyprzedaży. Razem z nim nabyłam też inny, różowy kapelusz Porthosa, który był przeceniony z 289zł na 15zł. A i tak nikt go nie chciał. Tym lepiej dla mnie:-)


photo by Wyczłop



kapelusz- Galeria Centrum (przeceniony z 90zł na 4,90zł)

sukienka- Tatuum

koszula- Reserved

kolczyki- z lat młodości mamy

niedziela, 13 września 2009

Czerwień koszenilowa i oliwka


Dziś prezentuję kolejny zestaw dobry na rower.

Lniana oliwkowa spódnica ma podszewkę (też lnianą), więc nie jest taka przewiewna i prześwitująca. W sam raz na wczesnojesienne rowerowe "spacery". Muszę przyznać, że spódnica jest też doskonała na upalne lato, ale przecież nie o tym dzisiaj.

Sweterek to bawełna z elastanem Esprita, dlatego dobrze na mnie leży, a nie wisi...

Skórzane buty ecco sprawdziły mi się już w najróżniejszych warunkach. I gdy musiałam dużo chodzić i gdy pogoda wciąż się zmieniała ze słonecznej na deszczową. W ogólne nie chcą się zniszczyć...Są to moje któreś z kolei buty ecco. Przy każdych chwalę sobie niebywałe połączenie wysokiej jakości i ciekawego wyglądu.

Szal został przywieziony z Turcji przez moją rodzicielkę. Wełna z jedwabiem sprawia, że nie narzekam na zimno, gdy jadę rowerem.

Prostokątne kolczyki kupiłam już wiele lat temu na straganie Jarmarku Dominikańskiego (nie w Gdańsku, lecz w Warszawie). Są zrobione ze szkła witrażowego i lubią, gdy grają i tańczą w nich promyki słońca.










spódnica- sh

sweter- sh (Esprit)

bluzka- z przeceny (nie pamiętam nazwy sklepu)

kolczyki- szkło witrażowe (Jarmark Dominikański)

buty- ecco (skóra licowa na zewnątrz i w środku; outlet)



photo by Wyczłop

czwartek, 10 września 2009

Paryskie wspomnienia

Znów mamy kilka bardzo ciepłych dni. Wraz z palącym słońcem moje myśli zaczepiają, niechcące odejść w parze z latem, wakacje. Oprócz kozaków z Paryża przywiozłam cudowne wspomnienia...

W upalne dni jedynym słusznym ubraniem jest dla mnie sukienka. Ta ma doskonałą długość, bo słońce nie pali w nogi. Koszula jest z długim rękawem z tego samego powodu. Sukienka musi być przewiewna, by dawała wrażenie, że nic się na sobie nie ma. Oczywiście ma to być moje wrażenie, a nie przechodniów szczególnie płci męskiej...

Lubię jeździć na rowerze w sukienkach, dlatego też ważna jest dla mnie nieskrępowana możliwość pedałowania.

Zdjęcie zostało zrobione na dachu Galerii Lafayette. Nie widać na nim butów. Otóż miałam na sobie sandały mojej ukochanej sandałowej firmy Lizard. Są tak wygodne, że mogę w nich chodzić całymi dniami. Nie odparzają i mają podeszwę na Vibramie. Nieźle, uparcie zachwalam coś, czego nie ma na zdjęciu...


photo by Wyczłop


sukienka- Tatuum

koszula- Reserved

kolczyki- z lat młodości mamy

poniedziałek, 7 września 2009

Golf na golf?




I stało się... Zaczynam pisać bloga. No to startujemy:

Gdy ubrałam się już do wyjścia z domu, mój mąż krzyknął pytająco:"Golf na golf?" I rzeczywiście było to trochę przewrotne. Ale w tym zestawieniu według mnie wyglądało dobrze, a nawet trochę intrygująco.

Jako, że Pani Jesień zbliża się wielkimi krokami, a ja jestem zmarźluchem, już w pierwszych dniach września założyłam kozaki i płaszczyk. Rzeczone buty przywiozłam z wakacji w Paryżu. Kupiłam je w sklepiku, który był połączeniem ciucholandu i sklepu z nowymi ubraniami. Prowadzili go Turcy, jedni z nielicznych "Francuzów" mówiących po angielsku. Ta para włoskich kozaków była tylko jedna, ale akurat w moim rozmiarze. Niektórzy to mają szczęście:-) I kosztowała jedyne 14 euro.

No dobrze, żeby nie było tak różowo, przyznam się, że miałam pewne obawy co do rozmiaru butów. Przymierzałam je na gołą stopę(!) i wydawały się trochę za małe... Ale wiadomo-upał, nagie stopy są trochę opuchnięte i nie tak śliskie jak w rajstopach. Jak wróciłam do Polski, od razu wsunęłam na nogi kozaczki i okazało się, że w naszych normalnych temperaturach pasują jak ulał.









płaszczyk- Zara (przecena 50%)

spódnica - monton

golf żółtopomarańczowy- intimissimi

golf brązowy (wełniany)- monton

pomarańczowa skórzana torebka- z lat młodości mamy

kozaki (skórzany zamsz i nibyskóra)- Friis Company

naszyjnik z bursztynu, korala i srebra- Yes

kolczyki z korala i srebra kupione na straganie na Krupówkach



photo by Wyczłop