niedziela, 23 maja 2010

Podróż



Podróż. Nawet ta niedługa daje wiele radości. Dziś za opowieść niech posłużą zdjęcia.










Błyskawica jest tu nieprzypadkowo. Podobno ma symbolizować mój charakter...






Szczególnie podobają mi się plamki słońca, które przedostają się przez dziurki w kapeluszu i figlarnie oświetlają moją twarz...




spodnie- sh (Zara, 100% len)

bluzka- Reserved

apaszka- po mamie

buty- Reebok (bardzo wygodne)

kapelusz- wyszperany (5zł)

kolczyki- perły

wtorek, 11 maja 2010

Szafiarstwo turystyczne



Zainspirowana postem Karo postanowiłam podzielić się z Wami moimi przemyśleniami na temat ubierania się na szlaku. Ponieważ bliskie mi są trzy sporty górskie, czyli "łażenie" po górach, narciarstwo zjazdowe i biegowe, a kawałek swojego życia spędziłam w bardzo różnych warunkach pogodowych w górach, to spróbuję się podzielić moją wiedzą i doświadczeniem. Dziś napiszę o oddychalności ubrań w pieszej turystyce górskiej.



W sportach, gdzie wysiłek fizyczny jest intensywny, ważne jest, aby ubranie nie tylko chroniło przed deszczem czy wiatrem, ale również, aby oddawało parę wodną z naszego ciała na zewnątrz. To właśnie znaczy oddychalność. W 100% nieprzemakalne mogą być kalosze lub folia śmietnikowa, ale czy będą one oddychające?

Od razu trzeba wspomnieć o niezwykle ważnej rzeczy, o której osoba zaczynająca zabawę z nowoczesnymi materiałami sportowymi często zapomina lub zwyczajnie tego nie wie.

Otóż jeśli chcemy, żeby nasze ubranie oddychało, to wszystkie jego warstwy muszą być oddychające. Czyli, jeśli pod świetnie oddychającą kurtkę włożymy wełniany sweter lub chociażby bawełnianą podkoszulkę, to pewne jest, że nasze ubranie (jako całość) nie oddycha. To samo tyczy się butów, jeśli do górskich butów z membraną założymy bawełniane, wełniane lub jeszcze inne skarpetki, które nosiła nasza babka chodząc w młodości po górach, a my chcemy kontynuować tradycję, to o oddychalności buta możemy zapomnieć. Oddychalność naszego ubrania powinno się rozpatrywać globalnie.



Mało kto od razu kupuje sobie cały zestaw oddychających ubrań od butów począwszy, na czapce skończywszy. Ja nikogo takiego nie znam. Sprzęt gromadzi się latami. Na początek warto zaopatrzyć się w koszulkę oddychającą, polar, buty górskie i obowiązkowo skarpetki oddychające. Polary nie muszą być superfirmowe. Nie warto przepłacać. W jednym z marketów sportowych można kupić dobry polar, który na dodatek ma damski krój i różne kolory do wyboru (ok.30zł). Natomiast w tanich niemieckich dyskontach można dostać koszulki oddychające w rozsądnych cenach (ok.40zł). Trzeba zwracać uwagę na skład materiału. Im więcej Coolmaxu tym lepiej. W skarpetkach Coolmax też jest pożądany (od 30zł), gdyż takie skarpetki odprowadzają nasz pot na zewnątrz, a potem przez membranę buta, na świeże powietrze.

Jeśli nie chcemy kupować koszulki oddychającej, a mamy w domu dwa polary, to na wędrówkę lepiej jest założyć jeden na drugi niż bawełnianą koszulkę pod polar. No właśnie, ubieranie się warstwowe to podstawa przy zmieniającej się pogodzie oraz różnym stopniu naszego zmęczenia, najedzenia itp. Dlatego lepiej mieć dwa cienkie polary niż jeden gruby.

Na temat butów nie chcę się rozpisywać, bo wszystkich zanudzę. Lepiej o tym poczytać na forum, o którym piszę poniżej, bo to długa i mocno techniczna historia.

Spodnie. Ja w góry biorę dwie pary długich spodni i jedną krótkich. Obojętnie czy jadę na miesiąc, czy tylko na trzy dni. Pierwsze moje długie spodnie to stare jeansy lub sztruksy, z łatką albo dwiema, których nie szkoda założyć, gdy przyjdzie nam siadać przy ognisku lub szukając chrustu w lesie. Mają być przede wszystkim wygodne i jak się całkiem zniszczą, to je wyrzucam. Drugie długie spodnie, to polarowe spodnie z membraną przeciwwiatrową. Je zakładam, gdy idę w trasę. Ponieważ optymalizuję masę plecaka, to krótkie spodenki mają za zadanie zajmować mało miejsca i tyle...
Zapomniałam jeszcze napisać o moich przeciwdeszczowych spodniach, ale o tym innym razem.

Wróćmy na czubek głowy. Na wyjazd zawsze pakuję kilka bawełnianych apaszek w różnych kolorach. Używam ich jako chust osłaniających głowę przed słońcem, jako apaszek na szyję, gdy zimny wiatr daje się we znaki, jako zimnego kompresu ze źródlanej wody podczas upału, a czasem nawet jako serwetki pod kanapki przyrządzane i zjadane na szlaku. Chusty traktuję również jako element dekoracyjny, upiększający i mówiący: "W górach można wyglądać ładnie i kobieco".




Wiele praktycznych informacji czerpię w górach rozmawiając z innymi turystami, w mieście gawędząc z pracownikami sklepów turystycznych oraz z internetu. Zawsze, gdy kupuję coś nowego, szukam opinii o tej rzeczy na forum niezależnej grupy testingowej Koniecznie trzeba się tam udać planując zakup śpiwora, plecaka, czy namiotu. Rzeczowo i prosto wyjaśniają różnice, zwracają uwagę na stosunek jakości do ceny i co najważniejsze, nikt nikomu nie wciska ściemy, chcąc coś sprzedać za wszelką cenę. Polecam.

Następnym razem jak się zbiorę, to napiszę kilka słów o nieprzemakalności.

Zdjęcia zostały zrobione podczas licznych wojaży, szczególnie w mało uczęszczane góry Polski takie jak Góry Złote, Góry Bialskie, Masyw Śnieżnika, Góry Izerskie, Beskid Wyspowy, Beskid Niski, Beskid Makowski i inne. W niektórych rejonach turysta to rzadkość, więc można zaznać wiele gościnności od autochtonów.