Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 października 2010

Jan









krótki płaszczyk - United Colors of Benetton (100% wełna)

sweterek tu i ówdzie wystający spod płaszcza - Monnari

spódnica - Monnari

buty - Ecco

rajstopy - jakieś polskie

skórzana torebka - polskiej firmy

wtorek, 11 maja 2010

Szafiarstwo turystyczne



Zainspirowana postem Karo postanowiłam podzielić się z Wami moimi przemyśleniami na temat ubierania się na szlaku. Ponieważ bliskie mi są trzy sporty górskie, czyli "łażenie" po górach, narciarstwo zjazdowe i biegowe, a kawałek swojego życia spędziłam w bardzo różnych warunkach pogodowych w górach, to spróbuję się podzielić moją wiedzą i doświadczeniem. Dziś napiszę o oddychalności ubrań w pieszej turystyce górskiej.



W sportach, gdzie wysiłek fizyczny jest intensywny, ważne jest, aby ubranie nie tylko chroniło przed deszczem czy wiatrem, ale również, aby oddawało parę wodną z naszego ciała na zewnątrz. To właśnie znaczy oddychalność. W 100% nieprzemakalne mogą być kalosze lub folia śmietnikowa, ale czy będą one oddychające?

Od razu trzeba wspomnieć o niezwykle ważnej rzeczy, o której osoba zaczynająca zabawę z nowoczesnymi materiałami sportowymi często zapomina lub zwyczajnie tego nie wie.

Otóż jeśli chcemy, żeby nasze ubranie oddychało, to wszystkie jego warstwy muszą być oddychające. Czyli, jeśli pod świetnie oddychającą kurtkę włożymy wełniany sweter lub chociażby bawełnianą podkoszulkę, to pewne jest, że nasze ubranie (jako całość) nie oddycha. To samo tyczy się butów, jeśli do górskich butów z membraną założymy bawełniane, wełniane lub jeszcze inne skarpetki, które nosiła nasza babka chodząc w młodości po górach, a my chcemy kontynuować tradycję, to o oddychalności buta możemy zapomnieć. Oddychalność naszego ubrania powinno się rozpatrywać globalnie.



Mało kto od razu kupuje sobie cały zestaw oddychających ubrań od butów począwszy, na czapce skończywszy. Ja nikogo takiego nie znam. Sprzęt gromadzi się latami. Na początek warto zaopatrzyć się w koszulkę oddychającą, polar, buty górskie i obowiązkowo skarpetki oddychające. Polary nie muszą być superfirmowe. Nie warto przepłacać. W jednym z marketów sportowych można kupić dobry polar, który na dodatek ma damski krój i różne kolory do wyboru (ok.30zł). Natomiast w tanich niemieckich dyskontach można dostać koszulki oddychające w rozsądnych cenach (ok.40zł). Trzeba zwracać uwagę na skład materiału. Im więcej Coolmaxu tym lepiej. W skarpetkach Coolmax też jest pożądany (od 30zł), gdyż takie skarpetki odprowadzają nasz pot na zewnątrz, a potem przez membranę buta, na świeże powietrze.

Jeśli nie chcemy kupować koszulki oddychającej, a mamy w domu dwa polary, to na wędrówkę lepiej jest założyć jeden na drugi niż bawełnianą koszulkę pod polar. No właśnie, ubieranie się warstwowe to podstawa przy zmieniającej się pogodzie oraz różnym stopniu naszego zmęczenia, najedzenia itp. Dlatego lepiej mieć dwa cienkie polary niż jeden gruby.

Na temat butów nie chcę się rozpisywać, bo wszystkich zanudzę. Lepiej o tym poczytać na forum, o którym piszę poniżej, bo to długa i mocno techniczna historia.

Spodnie. Ja w góry biorę dwie pary długich spodni i jedną krótkich. Obojętnie czy jadę na miesiąc, czy tylko na trzy dni. Pierwsze moje długie spodnie to stare jeansy lub sztruksy, z łatką albo dwiema, których nie szkoda założyć, gdy przyjdzie nam siadać przy ognisku lub szukając chrustu w lesie. Mają być przede wszystkim wygodne i jak się całkiem zniszczą, to je wyrzucam. Drugie długie spodnie, to polarowe spodnie z membraną przeciwwiatrową. Je zakładam, gdy idę w trasę. Ponieważ optymalizuję masę plecaka, to krótkie spodenki mają za zadanie zajmować mało miejsca i tyle...
Zapomniałam jeszcze napisać o moich przeciwdeszczowych spodniach, ale o tym innym razem.

Wróćmy na czubek głowy. Na wyjazd zawsze pakuję kilka bawełnianych apaszek w różnych kolorach. Używam ich jako chust osłaniających głowę przed słońcem, jako apaszek na szyję, gdy zimny wiatr daje się we znaki, jako zimnego kompresu ze źródlanej wody podczas upału, a czasem nawet jako serwetki pod kanapki przyrządzane i zjadane na szlaku. Chusty traktuję również jako element dekoracyjny, upiększający i mówiący: "W górach można wyglądać ładnie i kobieco".




Wiele praktycznych informacji czerpię w górach rozmawiając z innymi turystami, w mieście gawędząc z pracownikami sklepów turystycznych oraz z internetu. Zawsze, gdy kupuję coś nowego, szukam opinii o tej rzeczy na forum niezależnej grupy testingowej Koniecznie trzeba się tam udać planując zakup śpiwora, plecaka, czy namiotu. Rzeczowo i prosto wyjaśniają różnice, zwracają uwagę na stosunek jakości do ceny i co najważniejsze, nikt nikomu nie wciska ściemy, chcąc coś sprzedać za wszelką cenę. Polecam.

Następnym razem jak się zbiorę, to napiszę kilka słów o nieprzemakalności.

Zdjęcia zostały zrobione podczas licznych wojaży, szczególnie w mało uczęszczane góry Polski takie jak Góry Złote, Góry Bialskie, Masyw Śnieżnika, Góry Izerskie, Beskid Wyspowy, Beskid Niski, Beskid Makowski i inne. W niektórych rejonach turysta to rzadkość, więc można zaznać wiele gościnności od autochtonów.

niedziela, 22 listopada 2009

Na sportowo



Na zakupach i spacerze cenię sobie wygodę: żeby mnie buty nie obcierały, żeby nie było za zimno lub za ciepło i żebym nie zmokła w drodze powrotnej. Lubię "nie czuć" ubrania na sobie, lubię swobodę i nieskrępowanie podczas ruchu.

A tak poza tym, te dwie części mojej garderoby, które dziś prezentuję, są według mnie ciucholandowymi znaleziskami.

Pierwsza to kurtka firmy Timberland. Nabyłam ją miesiąc temu w sh za jedyne 10zł:-) Najpierw zupełnie nie zwróciłam na nią uwagi. Przy innych, dużych kurtkach i długich płaszczach, wyglądała na dziecięcą. Ponieważ kilka "dziecięcych" ubrań mam już w swojej szafie, więc pomyślałam: "Co mi szkodzi, przymierzę". Od tamtej pory, jest jednym z moich ukochanych ubrań. Lubię w niej to, że łączy nieprzemakalność z miejskim wyglądem. W teren lub do bardziej intensywnego wysiłku oczywiście nie nadaje się, bo brak jej istotnego parametru "oddychalności". Jednak, na rowerze jako środku transportu, kurtka sprawdziła mi się w ostatnich dniach. Znając sklepowe ceny produktów firmy Timberland, jestem tym bardziej rada z kupienia jej. Poza tym ma ładne "szczypania" na kieszonkach i przy rękawach oraz nie jest na mnie za duża, jak większość kurtek:-)



Podoba mi się logotyp tej firmy i jej wizerunek zaangażowanej społecznie. Ciekawi mnie jak ten drugi ma się do rzeczywistości.



Kolejnym skarbem jest patchworkowa koszula indyjska firmy Orvis (since 1856!). Gdy kupowałam ją za 4 zł, posiadała nawet komplet zapasowych guzików. Zawsze lubiłam koszule z kołnierzykiem, a szczególnie te mniej eleganckie, flanelowe, wełniane. Niestety, większość z nich była typowo męska, a co za tym idzie, za duża... Moja zdobycz jest idealna rozmiarowo, kolorystycznie i jakościowo. Czuję się w niej swobodnie i kobieco zarazem:-)



Chciałabym umieszczać większe zdjęcia, ale nie wiem jak. Czy to trudne?



kurtka- sh (Timberland, 10zł)

spodnie- Tommy Hilfiger (przecena 50%)

patchworkowa koszula- sh (Orvis, 4zł)

buty- Chiruca

płócienna torba- stara z Holandii


photo by Wyczłop

niedziela, 15 listopada 2009

Moja pierwsza mini



Tak, to moja pierwsza w dorosłym życiu mini. I zarazem pierwsza zmiana pod wpływem pisania bloga (to że ją kupiłam, a potem jeszcze założyłam). Nigdy nie stroniłam od spódnic, ale zazwyczaj nosiłam takie co najmniej za kolano, a najchętniej do ziemi. Nawet w opisie twierdzę, że: "Nie noszę butów na obcasie i spódnic przed kolano...przynajmniej na razie... ". Kolejna zmiana, to będzie niewątpliwie zmiana opisu...



Muszę przyznać, że polubiłam krótką spódniczkę. Mojemu mężowi też się podoba:-) Niestety czasem jest mi w niej trochę za zimno (brak halki i długość), nawet mimo założenia leginsów lub bardzo grubych rajstop. Moja spódniczka ma z przodu kieszonkę, która kojarzy mi się z kieszonką w szkolnym fartuszku. Już wiem, co będę w niej chowała. Cukierki.

Płaszczyk kupiła mi mama we wrocławskim Monnari. Podobają mi się w nim małe bufki i to, że dół ma kształt bombki. Jest niezwykle dziewczęcy.

Białe kozaczki (!), no dobrze, one są ecru:-) pokazywałam już w moim pierwszym poście (tu). Ten jesieni nie mogę się z nimi rozstać, najchętniej zakładałabym je codziennie.

Patrząc na cień rzucany na ścianę na przedostatnim zdjęciu, myślę sobie, że tytuł posta powinien być taki: "Mini a chude kolaniska"...



spódnica- sh (H&M, 100% bawełna)

płaszczyk- Monnari (przecena 50%)

marynarka- Orsay

bluzka- claire.dk

leginsy- Gatta

kozaki- Friis Company (skórzany zamsz i nibyskóra)

korale- od dziadka (granaty)

kolczyki- ręcznie robione przez koleżankę (granaty, masa perłowa, srebro)




rękawiczki- Go Sport (4,90 zł, skórzane)

torebka- polski producent (skórzana)

piątek, 30 października 2009

Zwykłe jesienne zdjęcia jakich wiele



Na większości blogów szafiarskich można znaleźć zdjęcia "w liściach". Piękne są te jesienne kolory. Przyroda doskonale umie bawić się barwami i odcieniami. Dziwne, że po tak kolorowej porze roku przychodzi ta najmniej barwna, Pani Zima. To duży przeskok...

Dziś pierwszy raz na blogu prezentuję szarą spódnicę Hexeline. Cenię ubrania tej firmy za jakość i za to, że są doskonale zaprojektowane. Niestety normalne zakupy tam kosztują makabrycznie dużo. Na szczęście czasem mają duże obniżki. Moja spódnica była obniżona o 80%. Dopiero wtedy jej cena stała się dla mnie w miarę przystępna. Muszę przyznać, że nosi się ją doskonale. Jest lekka, świetnie się układa i nie widzę w niej ani jednej wady. Oj, jestem strasznie bezkrytyczna...



Sweterek z sh prezentowałam już tu, płaszczyk tu, a niezwykle wygodne buty ecco tu. Celowo włożyłam buty bardziej sportowe, żeby przełamać trochę resztę ubrania. Ich kremowy kolor współgra ze sweterkiem i bluzką.



spódnica- Hexeline (przecena 80%)

płaszczyk- Zara (przecena 50%)

sweter- sh (4zł, 100%wełna)

bluzka- Reserved

rajstopy- Galeria Centrum

buty- ecco (skóra licowa na zewnątrz i w środku; outlet)

rękawiczki- "leżaki"(skórzane)

torebka- polski producent (skórzana)

sobota, 24 października 2009

Koty w butach


O tych jesiennych kozakach z reguły mówię w liczbie mnogiej "koty z butach". Nierzadko nadaję nazwy ubraniom. Wystarczy jakieś skojarzenie i imię dla danej części garderoby już wybrane.

A rzeczone buty są wyjątkowe, austriackie... Kupione zostały za komuny w czasach studenckich mojej mamy. Było to tak: Kierowniczka sklepu obuwniczego w ramach wdzięczności dla mojej babci zaprosiła ją i mamę po godzinach zamknięcia. Weszły do pustego sklepu i zostały poprowadzone na zaplecze. Tam regały nie świeciły pustkami. Tego dnia była dostawa (na zaplecze, nie do sklepu). Mama przymierzyła kilka par obuwia i wybrała spośród nich moje "koty z butach". Później chodziła w nich wiele lat. Prawie w ogóle się nie zniszczyły. Są solidne, austriackie...



Wełniany płaszczyk Benettona noszę po siostrze. Mimo, że krótki, jest bardzo ciepły. Nie mechaci się i nawet po kilku latach wygląda dobrze.

Rudobrązowy kapelusz Porthosa kupiłam zeszłej jesieni w normalnej cenie. Z początku pasował tylko do brązowych płaszczy, a zestawienie go z granatem zakrawało na nadużycie kolorystyczne. Na pomoc przyszedł szal, który łączy w sobie te dwa kolory. Szal kupiłam na "leżakach" (polówkach z ubraniami, chustami, czapkami, rękawiczkami i wieloma artykułami gospodarstwa domowego, gdzie stosunek jakości do ceny bardzo mi odpowiada), tak jak i skórzane rękawiczki.



Na dworze była mgła i mało ludzi, więc pozowało mi się tym razem całkiem całkiem...




płaszczyk- United Colors of Benetton (100%wełna)

spodnie- Tommy Hilfiger (przecena 50%)

buty- austriackie (skórzane)

kapelusz- Porthos (100zł, 100%wełna)

szal- "leżaki"(100% wełna)

rękawiczki- "leżaki"(skórzane)

torebka- polski producent (skórzana)

poniedziałek, 5 października 2009

Calineczka



Mam problem ze sklasyfikowaniem czy moje zielone wdzianko to golf, sweterek, czy może bluzka? Ale na pewno wiem, że kojarzy mi się z Calineczką. Ta mała bajkowa dziewczynka przedstawiana jest w płatkach kwiatków, które zastępują jej ubranko.

Właśnie w moim sweterku zarówno zakończenie rękawów, jak i falbanka przy szyi wydaje się być podobna do kielicha i płatków kwiatu. Na ramionach są małe bufki, a ozdoba biegnąca przez całą długość wdzianka nasuwa mi skojarzenia o różach... Czuję się w tym sweterku bardzo dziewczęco.

Nierzadko mam problem ze znalezieniem ubrań w moim małym (prawie jak Calineczka) rozmiarze. Ale z tym uroczym sweterkiem udało się, bo był akurat na mnie. Może mi się poszczęści i znajdę jeszcze Calineczkową spódniczkę...



bluzka- sh (100% bawełna,8zł)

poniedziałek, 28 września 2009

Zawstydzona



Muszę się przyznać, że jakoś tak wstydzę się, gdy robimy zdjęcia "przy ludziach". Nie potrafię powstrzymać tego nieprzyjemnego uczucia i wszystko się we mnie kotłuje. Nie czuję się komfortowo w takiej sytuacji. Chcę coś z tym zrobić, bo to mnie zniewala i ogranicza... Może samo przejdzie z czasem?
Próbuję racjonalizować sprawę. Przecież nie robię nic złego. Przecież, gdy jestem w obcym kraju lub nawet mieście, to nie krępuje mnie "cykanie fotek". Przecież to w sumie fajne, gdy burzę zastaną rzeczywistość. Kłopot w tym, że moja racjonalizacja na razie nie przynosi oczekiwanych rezultatów...

Na szczęście "zawstydzone" zdjęcia nie wyszły najgorzej. Myślę, że to zasługa dobrego fotografa, który niczym paparazzi gnał za mną na rowerze z aparatem. A ja coraz bardziej przyspieszałam...i przyspieszałam... Ale i tak mnie ustrzelił. Na szczęście.



photo by Wyczłop




Mam na sobie bawełnianą spódnicę w kwiaty kupioną w ciucholandzie w Jeleniej Górze. Wyprodukowana w Anglii jest wytrzymała i nieśmiertelna. Mimo, że nie lubię spódnic bez podszewek, tę nosi się wyśmienicie. A na zimę założę halkę i żadne mrozy mi nie straszne...

Sweter to mój ostatni łup z recyklingowego sklepu z ubraniami (sh). W 100% z wełny jak znalazł na jesień. W sumie co to za zdobycz, jak i tak nikt go nie chciał, bo ma bardzo mały rozmiar. Rękawy były trochę za krótkie, więc je podwinęłam i teraz udają 3/4.

Natomiast buty moja mama kupiła w Holandii w czasach komunistycznych. Są skórzane i solidne. Przez ponad 30 lat niewiele noszone, są jak nowe. Lubię rzeczy mające swoją historię...







sweter- sh (4zł, 100%wełna)

spódnica- sh (3zł)

buty- po mamie (skórzane)

apaszka- Top Secret (5zł)

torba- Wittchen (nibyskóra)

kolczyki- perły (prezent od męża)

wtorek, 22 września 2009

Wrzosowo


Lubię kolor wrzosowy. Bardzo lubię. Zarówno ciemny jak i jasny. Gdy otaczam się rzeczami w tym kolorze, moje samopoczucie poprawia się.

A oto kolejne zdjęcia na rowerze. Muszę się przyznać, że po powrocie z Paryża, gdzie przez dwa tygodnie oglądałam miasto z perspektywy roweru (Veliba), chętniej niż wcześniej wsiadam na mój bicykl. Niestety, nadal boję się jeździć ulicami.

Polscy kierowcy wciąż jeszcze nie dorośli do tego, by traktować rowerzystów jak pełnoprawnych uczestników ruchu, a nie intruzów i zawalidrogi. Czasami zachowują się wręcz po chamsku trąbiąc i pokrzykując. Nie wspomnę już o tym, że nie utrzymują bezpiecznej odległości, notorycznie wymuszają pierwszeństwo i stwarzają wiele innych niebezpiecznych sytuacji na drodze. Oczywiście skusiłam się na generalizację. Pewnie ci prowadzący auta, którzy czasem wsiadają na rower, zaczynają inaczej patrzeć zmieniając punkt widzenia (siedzenia). Ale przecież wystarczy trochę rozwagi i na drodze znajdzie się miejsce dla każdego, dla silniejszych i dla słabszych. Ścieżek rowerowych jest u nas jak na lekarstwo, a jak już są, to pełne przeszkód. A to drzewo rosnące na samym środku ozdabia drogę dla rowerzystów, gdzie indziej wystająca studzienka, nagły zakręt pod kątem prostym i przed każdą z nich brak odpowiednich znaków otrzegawczych. Natomiast tam, gdzie nie ma ścieżki, miejsce rowerzystów jest na drodze publicznej, a nie na chodniku, jak może niektórzy by chcieli. Wiem, że strasznie narzekam. Ale może gdyby ludzie jeździli uważniej, to więcej osób zdecydowałoby się na rower jako codzienny środek transportu, który jest tani, ekologiczny, wygodny i ładny...
Podobno Gdańsk staje się miastem przyjaznym rowerzystom. Chciałabym to sprawdzić na własnej skórze.



Może dziwić, że mam na głowie czapkę. Dlaczego, skoro jesień jest w tym roku taka letnia? Po prostu łatwo marzną mi uszy i zaczyna boleć głowa. Tak samo jest z szyją. I wcale nie jest mi za gorąco, szczególnie, że wieczory i poranki od świętej Anki są raczej chłodne.

A teraz trochę o mojej garderobie. Jak widać w większości jest wrzosowa.
Marynarka jest świetnym przykładem angielskiej wełny, trochę gryzącej, acz ciepłej. Szalik również wełniany, zrobiony na drutach przez moją babcię. Czapka (jakże by inaczej) w 100% z wełny. Kupiona została na ulicy Marszałkowskiej w bardzo starym sklepie z kapeluszami, a wyprodukowana w Czechach przez jeszcze starszą (since 1799) firmę kapeluszniczo-czapkarską Tonak. Lubię ubrania firm z tradycjami:-) Wrzosowe nakrycie głowy otrzymałam w prezencie od mojej teściowej.



Buty są skórzane i mają w środku kuleczki, które masują stopy. Bardzo wygodne, wyprodukowane przez polską firmę Maciejka, co dla mnie jest niezwykle istotne. Ażurowe skarpetki kojarzą mi się z rajstopami z dzieciństwa, które właśnie takie były. A jeansy Tommy Hilfiger dostałam od mamy. Wydają mi się klasyczne i pasujące do "wszystkiego".




photo by Wyczłop





marynarka- sh (12zł, 100%wełna)

spodnie- Tommy Hilfiger (przecena 50%)

buty- Maciejka (miękka skórka na zewnątrz i w środku)

szalik- ręczna robota babci(100%wełna)

czapka- Tonak(100% wełna)

skarpetki- kupione w Rossmanie

niedziela, 13 września 2009

Czerwień koszenilowa i oliwka


Dziś prezentuję kolejny zestaw dobry na rower.

Lniana oliwkowa spódnica ma podszewkę (też lnianą), więc nie jest taka przewiewna i prześwitująca. W sam raz na wczesnojesienne rowerowe "spacery". Muszę przyznać, że spódnica jest też doskonała na upalne lato, ale przecież nie o tym dzisiaj.

Sweterek to bawełna z elastanem Esprita, dlatego dobrze na mnie leży, a nie wisi...

Skórzane buty ecco sprawdziły mi się już w najróżniejszych warunkach. I gdy musiałam dużo chodzić i gdy pogoda wciąż się zmieniała ze słonecznej na deszczową. W ogólne nie chcą się zniszczyć...Są to moje któreś z kolei buty ecco. Przy każdych chwalę sobie niebywałe połączenie wysokiej jakości i ciekawego wyglądu.

Szal został przywieziony z Turcji przez moją rodzicielkę. Wełna z jedwabiem sprawia, że nie narzekam na zimno, gdy jadę rowerem.

Prostokątne kolczyki kupiłam już wiele lat temu na straganie Jarmarku Dominikańskiego (nie w Gdańsku, lecz w Warszawie). Są zrobione ze szkła witrażowego i lubią, gdy grają i tańczą w nich promyki słońca.










spódnica- sh

sweter- sh (Esprit)

bluzka- z przeceny (nie pamiętam nazwy sklepu)

kolczyki- szkło witrażowe (Jarmark Dominikański)

buty- ecco (skóra licowa na zewnątrz i w środku; outlet)



photo by Wyczłop

poniedziałek, 7 września 2009

Golf na golf?




I stało się... Zaczynam pisać bloga. No to startujemy:

Gdy ubrałam się już do wyjścia z domu, mój mąż krzyknął pytająco:"Golf na golf?" I rzeczywiście było to trochę przewrotne. Ale w tym zestawieniu według mnie wyglądało dobrze, a nawet trochę intrygująco.

Jako, że Pani Jesień zbliża się wielkimi krokami, a ja jestem zmarźluchem, już w pierwszych dniach września założyłam kozaki i płaszczyk. Rzeczone buty przywiozłam z wakacji w Paryżu. Kupiłam je w sklepiku, który był połączeniem ciucholandu i sklepu z nowymi ubraniami. Prowadzili go Turcy, jedni z nielicznych "Francuzów" mówiących po angielsku. Ta para włoskich kozaków była tylko jedna, ale akurat w moim rozmiarze. Niektórzy to mają szczęście:-) I kosztowała jedyne 14 euro.

No dobrze, żeby nie było tak różowo, przyznam się, że miałam pewne obawy co do rozmiaru butów. Przymierzałam je na gołą stopę(!) i wydawały się trochę za małe... Ale wiadomo-upał, nagie stopy są trochę opuchnięte i nie tak śliskie jak w rajstopach. Jak wróciłam do Polski, od razu wsunęłam na nogi kozaczki i okazało się, że w naszych normalnych temperaturach pasują jak ulał.









płaszczyk- Zara (przecena 50%)

spódnica - monton

golf żółtopomarańczowy- intimissimi

golf brązowy (wełniany)- monton

pomarańczowa skórzana torebka- z lat młodości mamy

kozaki (skórzany zamsz i nibyskóra)- Friis Company

naszyjnik z bursztynu, korala i srebra- Yes

kolczyki z korala i srebra kupione na straganie na Krupówkach



photo by Wyczłop