
Do ostatniego weekendu prawie codziennie chodziłam w futerku (pokażę je jak wzrośnie temperatura), kiedy to nadszedł czas przeprosin z kożuchem. Noszę go przy temperaturze -10 i każdej niższej. Kożuch jest długi, więc w nogach odczuwam przyjemne ciepło. Odziedziczyłam go po mamie. W nim nie straszna mi jest żadna zima!
Nie lubię marznąć w głowę. A kto lubi?... Chyba wszyscy Ci, którzy przy dużym mrozie nadal nie zakładają czapek. Podziwiam i współczuję, bo za kilka lat zdrowie może odmówić posłuszeństwa. Do kożucha ubrałam czapkę, którą nazywam pilotką. Moje uszy mają w niej cieplutko.


A pod spodnie...rajstopy? Nie, damskie kalesony. Takie termoaktywne (polecam!) i skarpetki z zajęczej sierści:-) Tak ubrana mogę długo przebywać na świeżym mroźnym powietrzu i zachwycać się słoneczną pogodą.

kożuch- po mamie
czapka- z szafowych zasobów rodziny męża
wełniany szalik- babcia zrobiła na drutach
spodnie- Tommy Hilfiger (przecena 50%)
kalesony termoaktywne
buty- jakieś niemieckie (skórzane z kożuszkiem)
rękawiczki- Go Sport (4,90 zł, skórzane)
torebka- polski producent (skórzana)
Wow! Kożuch masz prześwietny, moja mama ma podobny, tylko krótszy i oczywiście jej go podkradam ;) Poza tym jestem zachwycona czapką i szalikiem :) Na takie mrozy jak w tym tygodniu to najlepsze ubrania z możliwych, prawda?
OdpowiedzUsuńo kurcze miałam swego czasu identyczny kożuch :D świetnie pasuje do niego ta czapa :)
OdpowiedzUsuńTo tylko moje zdanie, ale kożuch prosi się aż o skrócenie. Góra jest piękna, ale tego dołu trochę dużo.
OdpowiedzUsuńskarpetki z zajęczej sierści? :((((
OdpowiedzUsuńTa czapka jest śliczna! Szukałam takiej w sklepach na marne :<
OdpowiedzUsuńNutmeg: Tak, to najlepsze ubranie na mrozy. W ogóle nie marznę. To jest świetne uczucie, gdy na dworze -20, a mi nie tylko nie zimno, ale nawet ciepło:-)
OdpowiedzUsuńMała Gosia: Dzięki:-)
riennahera: Rzeczywiście krótszy wyglądałby lepiej. Widać to szczególnie na drugim zdjęciu, że na dole nie za dobrze się układa. Jednak wtedy straciłby swoją niewątpliwą wartość, czyli to, że ogrzewa prawie całe nogi.
fashionelka: Są to skarpetki przywiezione z Rosji, wyglądają zupełnie normalnie. Są grube, szare, z domieszką elastanu i trochę drapią. Nie da się w nich zmarznąć. Ja też się na początku zdziwiłam:-)
bessnel: Bo szukałaś nie tam, gdzie trzeba:-) Trzeba szukać w szafach babć, cioć, czasem szafach piwnicznych. Może jeszcze znajdziesz:-)
He, w takim odzieniu żadne mrozy niestraszne:)A mi się nie chce mojego kożucha zawieźć do czyszczenia...;)
OdpowiedzUsuńciepło, ciepło. ale kożuch trochę za długi i chyba za szeroki w biodrach? ale rozumiem, że w takie mrozy się nie marudzi tylko ubiera to, co jest najcieplejsze ;)
OdpowiedzUsuńJaka ładna kolorystyka zdjęć! Marzę o takim kożuchu (tudzież długim płaszczu) i zgodzę się, że może ciut za długi, ale funkcja grzewcza jest tu najważniejsza. Ja bym nie skracała :).
OdpowiedzUsuńA te kalesonki (może getry) termoaktywne to świetna myśl! Tylko pewnie trochę kosztują, prawda? Sprzęt turystyczny i odzież tanie nie są, a niegłupio byłoby coś takiego sobie sprawić. Zwłaszcza że niebawem weekend w górach się szykuje :).
Pani La Mome: Zawoź do czyszczenia i ubieraj na siebie, bo nie wiadomo, kiedy będzie następna taka zima...
OdpowiedzUsuńDreamy: Za długi, za szeroki i ZA CIEPŁY:-)
karo: Kalesony termoaktywne w sklepach turystycznych kosztują około 150z. Natomiast warto śledzić ofertę sklapów: Lidl, Aldi, bo tam czasem można kupić o wiele taniej i wcale nie gorszą odzież turystyczną. Ważne, żeby były "oddychające", zapewnia to na przykład duży procentowy udział "Coolmaxu". Polecam!
Świetny blog odkryty dzięki Sro......
OdpowiedzUsuńWędruje do ulubionych :)
Czesc mis, nie znalazlam maila na blogu, dlatego w komentarzu... Promujemy wlosnie designerskie zegareczki: ioion.pl
OdpowiedzUsuńOprocz promocji zalezy nam takze na pozyskaniu trendmakerow: osob ktore beda wprowadzac je wsrod swoich znajomych. Nie zanudzam, zajrzyj na ioion.pl/halo