I stało się... Zaczynam pisać bloga. No to startujemy:
Gdy ubrałam się już do wyjścia z domu, mój mąż krzyknął pytająco:"Golf na golf?" I rzeczywiście było to trochę przewrotne. Ale w tym zestawieniu według mnie wyglądało dobrze, a nawet trochę intrygująco.
Jako, że Pani Jesień zbliża się wielkimi krokami, a ja jestem zmarźluchem, już w pierwszych dniach września założyłam kozaki i płaszczyk. Rzeczone buty przywiozłam z wakacji w Paryżu. Kupiłam je w sklepiku, który był połączeniem ciucholandu i sklepu z nowymi ubraniami. Prowadzili go Turcy, jedni z nielicznych "Francuzów" mówiących po angielsku. Ta para włoskich kozaków była tylko jedna, ale akurat w moim rozmiarze. Niektórzy to mają szczęście:-) I kosztowała jedyne 14 euro.
No dobrze, żeby nie było tak różowo, przyznam się, że miałam pewne obawy co do rozmiaru butów. Przymierzałam je na gołą stopę(!) i wydawały się trochę za małe... Ale wiadomo-upał, nagie stopy są trochę opuchnięte i nie tak śliskie jak w rajstopach. Jak wróciłam do Polski, od razu wsunęłam na nogi kozaczki i okazało się, że w naszych normalnych temperaturach pasują jak ulał.
płaszczyk- Zara (przecena 50%)
spódnica - monton
golf żółtopomarańczowy- intimissimi
golf brązowy (wełniany)- monton
pomarańczowa skórzana torebka- z lat młodości mamy
kozaki (skórzany zamsz i nibyskóra)- Friis Company
naszyjnik z bursztynu, korala i srebra- Yes
kolczyki z korala i srebra kupione na straganie na Krupówkach
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz