wtorek, 22 września 2009

Wrzosowo


Lubię kolor wrzosowy. Bardzo lubię. Zarówno ciemny jak i jasny. Gdy otaczam się rzeczami w tym kolorze, moje samopoczucie poprawia się.

A oto kolejne zdjęcia na rowerze. Muszę się przyznać, że po powrocie z Paryża, gdzie przez dwa tygodnie oglądałam miasto z perspektywy roweru (Veliba), chętniej niż wcześniej wsiadam na mój bicykl. Niestety, nadal boję się jeździć ulicami.

Polscy kierowcy wciąż jeszcze nie dorośli do tego, by traktować rowerzystów jak pełnoprawnych uczestników ruchu, a nie intruzów i zawalidrogi. Czasami zachowują się wręcz po chamsku trąbiąc i pokrzykując. Nie wspomnę już o tym, że nie utrzymują bezpiecznej odległości, notorycznie wymuszają pierwszeństwo i stwarzają wiele innych niebezpiecznych sytuacji na drodze. Oczywiście skusiłam się na generalizację. Pewnie ci prowadzący auta, którzy czasem wsiadają na rower, zaczynają inaczej patrzeć zmieniając punkt widzenia (siedzenia). Ale przecież wystarczy trochę rozwagi i na drodze znajdzie się miejsce dla każdego, dla silniejszych i dla słabszych. Ścieżek rowerowych jest u nas jak na lekarstwo, a jak już są, to pełne przeszkód. A to drzewo rosnące na samym środku ozdabia drogę dla rowerzystów, gdzie indziej wystająca studzienka, nagły zakręt pod kątem prostym i przed każdą z nich brak odpowiednich znaków otrzegawczych. Natomiast tam, gdzie nie ma ścieżki, miejsce rowerzystów jest na drodze publicznej, a nie na chodniku, jak może niektórzy by chcieli. Wiem, że strasznie narzekam. Ale może gdyby ludzie jeździli uważniej, to więcej osób zdecydowałoby się na rower jako codzienny środek transportu, który jest tani, ekologiczny, wygodny i ładny...
Podobno Gdańsk staje się miastem przyjaznym rowerzystom. Chciałabym to sprawdzić na własnej skórze.



Może dziwić, że mam na głowie czapkę. Dlaczego, skoro jesień jest w tym roku taka letnia? Po prostu łatwo marzną mi uszy i zaczyna boleć głowa. Tak samo jest z szyją. I wcale nie jest mi za gorąco, szczególnie, że wieczory i poranki od świętej Anki są raczej chłodne.

A teraz trochę o mojej garderobie. Jak widać w większości jest wrzosowa.
Marynarka jest świetnym przykładem angielskiej wełny, trochę gryzącej, acz ciepłej. Szalik również wełniany, zrobiony na drutach przez moją babcię. Czapka (jakże by inaczej) w 100% z wełny. Kupiona została na ulicy Marszałkowskiej w bardzo starym sklepie z kapeluszami, a wyprodukowana w Czechach przez jeszcze starszą (since 1799) firmę kapeluszniczo-czapkarską Tonak. Lubię ubrania firm z tradycjami:-) Wrzosowe nakrycie głowy otrzymałam w prezencie od mojej teściowej.



Buty są skórzane i mają w środku kuleczki, które masują stopy. Bardzo wygodne, wyprodukowane przez polską firmę Maciejka, co dla mnie jest niezwykle istotne. Ażurowe skarpetki kojarzą mi się z rajstopami z dzieciństwa, które właśnie takie były. A jeansy Tommy Hilfiger dostałam od mamy. Wydają mi się klasyczne i pasujące do "wszystkiego".




photo by Wyczłop





marynarka- sh (12zł, 100%wełna)

spodnie- Tommy Hilfiger (przecena 50%)

buty- Maciejka (miękka skórka na zewnątrz i w środku)

szalik- ręczna robota babci(100%wełna)

czapka- Tonak(100% wełna)

skarpetki- kupione w Rossmanie

5 komentarzy:

  1. marynarka jest świetna! A co do nakryć głowy - ja bardzo lubię opaski, bo chronią uszy, a nie wyglądają tak ciężko jak czapy. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki. Ja często noszę opaski zrobione z moich apaszek. Są lżejsze i zakrywają to co najważniejsze-uszy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z tym, co napisałaś o sprzeczności interesów polskich rowerzystów i kierowców, niestety.
    Kolor wrzosowy kupuję. Poza tym, strasznie mi się podoba marynarka. Widziała ostatnio podobne w lokalnym ciuchlandzie, ale były tak drogie, że mój wewnętrzny sknera się zbuntował. Chociaż, jak patrzę na tą u Ciebie, myślę, że może były jednak warte swojej ceny ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. moje rowerowe przemyślenia, podobnie jak racjonalizacje przy robieniu zdjęć - podpisuję się :)
    podoba mi się u Ciebie, będę zaglądać.

    OdpowiedzUsuń